Występując w Izbie Gmin, Starmer jasno zaznaczył, że Wielka Brytania nie zamierza angażować się militarnie. Jak podkreślił, mimo rosnącej presji ze strony sojuszników, rząd nie zmieni kursu i nie da się wciągnąć w działania zbrojne, które nie dotyczą bezpośrednio brytyjskich interesów.
Słowa te padły w odpowiedzi na krytyczne wypowiedzi Trumpa, który w rozmowie ze Sky News zarzucił Wielkiej Brytanii brak wsparcia w kluczowym momencie. Amerykański prezydent stwierdził, że gdy USA potrzebowały pomocy, Londyn „nie był obecny”, a relacje między państwami określił jako pogorszone w porównaniu do wcześniejszych lat. Zasugerował również, że zawarte wcześniej porozumienie handlowe może zostać w przyszłości zmienione.
Napięcia między przywódcami narastają od początku konfliktu, który wybuchł pod koniec lutego w wyniku działań USA i Izraela przeciwko Iranowi. Starmer od początku odmawiał zgody na bezpośredni udział Wielkiej Brytanii w operacjach ofensywnych, co spotkało się z ostrą krytyką ze strony Waszyngtonu. Trump posunął się nawet do porównań, twierdząc, że brytyjski premier nie dorównuje historycznym liderom pokroju Winstona Churchilla.
Mimo tego oficjalne stanowisko brytyjskiego rządu pozostaje niezmienne. Rzecznik Downing Street zaznaczył, że relacje między Londynem a Waszyngtonem pozostają bliskie i obejmują znacznie szerszy zakres niż pojedyncze spory polityczne. Współpraca dotyczy m.in. handlu, bezpieczeństwa czy dyplomacji.
Do krytyki działań USA dołączyła również minister finansów Rachel Reeves, która otwarcie wyraziła frustrację wobec decyzji o rozpoczęciu konfliktu bez jasno określonego planu jego zakończenia. Podkreśliła, że Wielka Brytania nie była inicjatorem wojny i nie popierała jej wybuchu.
Konsekwencje konfliktu mogą być jednak dla brytyjskiej gospodarki wyjątkowo dotkliwe. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) prognozuje, że spośród krajów rozwiniętych to właśnie Wielka Brytania najbardziej odczuje skutki wojny. W najnowszym raporcie obniżono prognozę wzrostu gospodarczego na ten rok do 0,8%, podczas gdy jeszcze na początku roku zakładano 1,3%.
Eksperci wskazują, że jednym z głównych powodów jest silna zależność kraju od importu energii, co czyni gospodarkę szczególnie wrażliwą na wzrost cen surowców wywołany napięciami na Bliskim Wschodzie.
Mimo ostrych słów pod adresem brytyjskiego rządu, Trump zaznaczył, że jego relacje z królem Karol III pozostają dobre i nie będą miały wpływu na planowaną wizytę państwową. Podkreślił, że ceni osobiste kontakty z monarchą i z niecierpliwością oczekuje spotkania.
Obecna sytuacja pokazuje, że choć relacje między Londynem a Waszyngtonem pozostają formalnie bliskie, to różnice w podejściu do polityki zagranicznej mogą w najbliższym czasie prowadzić do dalszych napięć.


